Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
58 postów 0 komentarzy

Okiem Suwerena

Janusz Sanocki - Spostrzeżenia parlamentarzysty

Sierpem lepiej posłowie! Sierpem lepiej!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W ubiegłym roku Sejm uchwalił 265 ustaw - to razem 31.906 stron maszynopisu. Gdyby ktoś (sędzia, adwokat, przedsiębiorca) chciał się z tym zapoznać musiałby w każdym roboczym dniu poświęcać 4 godziny i 17 minut na czytanie tej makulatury.

 Sierpem lepiej posłowie! Sierpem lepiej!

W ubiegłym roku Sejm uchwalił 265 ustaw, które wspólnie z rozporządzeniami zajmują 31.906 stron maszynopisu. Ktoś kto chciałby zapoznać się z aktualnym stanem prawnym (sędzia, adwokat, przedsiębiorca) musiałby w każdym roboczym dniu poświęcać 4 godziny i 17 minut na czytanie tej makulatury.

Piszę bez szacunku: „makulatury” bo taka nadprodukcja prawa prowadzi do jego hiperinflacji czyli całkowitej prawie utraty wartości.

To jak z papierowym pieniądzem.

W takim np. Zimbabwe – pod postępowymi rządami Roberta Mugabe – nikt już nie chce przyjmować oficjalnych banknotów, których wartość jest mniejsza niż papieru, na którym są wydrukowane.
Ludzie wolą imperialistyczne dolary.

Podobnie jest z prawem. Jeśli ukazuje się go za dużo w ramach radosnej nadprodukcji, to w końcu w chaosie jaki powstaje nikt nie jest się w stanie zorientować i wpadamy w stan prawnej anarchii.

Jest to – ma się rozumieć – sytuacja wymarzona dla wszelkiego typu mafiosów, którzy mają swoje, „prawo” – proste jak pistolet.
Im paraliż państwa jak najbardziej odpowiada.

I otóż sytuacja, w której w ciągu 1,5 roku obecnej kadencji Sejm zmieniał 6 razy kodeks karny, 3 razy kodeks postępowania karnego, 5 razy kodeks cywilny i kodeks postępowania cywilnego i już 3 razy ustawę o ustroju sądów – a są to poważne ustawy, regulujące pracę wymiaru sprawiedliwości – oznacza właśnie „paraliż postępowy” państwa.

(„Bo paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy”).

Skąd się bierze to legislacyjne rozwolnienie polskiego Sejmu, który w ciągu kadencji uchwala 56 razy więcej ustaw niż np. parlament Szwecji?
Wedle mojej obserwacji biegunkę legislacyjną polskiego parlamentu powodują dwa czynniki działające łącznie.

Pierwszym jest nadmierne upartyjnienie pracy parlamentu.

W interesie obywateli leży uproszczenie prawa, ale za to interes polityczny partii przemawia za tym, żeby tematy ciągnąc w nieskończoność, a ustawy „rozdrabniać”, wielokrotnie „sprzedając” społeczeństwu hasło jak to MY naprawiamy, co tamci (przez osiem lat) popsuli.

Bierzemy tematy jak leci – np. pedofili – i łapu-capu zaostrzymy kary w tym zakresie i będziemy głośno trąbić jak „nasza partia broni dzieci”.

Kiedy dyrektor sądu w Krakowie narobił przekrętów – to szybciutko łap-cap bierzemy dyrektorów pod kontrolę ministra sprawiedliwości, zmieniamy dwa artykuły ustawy o sądach, ale przedstawiamy to jako „reformę sądów”.
Zmiany, które ekipa PiS wprowadza w wymiarze sprawiedliwości, niektóre są sensowne inne mniej, ale jest ich za dużo i są zbyt fragmentaryczne.

Dlaczego nie można zrobić tego gruntownie, zebrać wszystkie propozycje i po stworzeniu spójnego projektu wprowadzić nową ustawę, w miejsce starej?
Nie można bo gdyby zmiany wprowadzać jednorazowo, bez rozdrabniania, to hasło „naprawy wymiaru sprawiedliwości” wykorzystać można by było tylko raz.

A tak – kiedy się pouchwala kilkanaście cząstkowych ustaw, cały czas można uprawiać pijar czyli propagandę w temacie nośnym społecznie.

Będziemy zatem mieli kilkanaście ustaw „zmieniających ustawę o zmianie ustawy” czyli totalny chaos i bałagan, ale za to przez rok albo i dłużej minister i jego zastępca będą chodzili w glorii pogromców nieuczciwych sędziów.

Chociaż w końcu – założę się, że samych sędziów nie ruszą – a ograniczą się do obsadzenia sądów swoimi dyrektorami.
Tak wiec partyjny interes jest pierwszym czynnikiem mnożenia ustaw w polskim Sejmie.

Drugim czynnikiem jest - niestety - brak wiedzy o zasadach poprawnego administrowania wśród polskiej tzw. „klasy politycznej”.

Widać wyraźnie, że „ONI” nie przeczytali ani „Traktatu o dobrej robocie” Kotarbińskiego, ani niczego co napisali klasycy polskiej myśli organizacyjnej – prof. Kieżun czy Zieleniewski.

A po co mieliby to czytać? Wiedza o Smoleńsku i żołnierzach wyklętych przeciętnemu posłowi powinna wystarczać do zajęcia miejsca na wyborczej liście.

Nadmiar wiedzy może tylko szkodzić.

Bo i tak wiadomo: „Sierpem lepiej ludkowie (posłowie)! Sierpem lepiej!”


Janusz Sanocki

KOMENTARZE

  • Nadregulacją sami sobie utrudniamy życie
    Choroba większości państw europejskich nosi nazwę "NADREGULACJA".
    W krajach postkomunistycznych to prawdziwa plaga, ale i Zachód w tym kierunku podąża.

    Tak naprawdę większość z tych rzeczy można dużo łatwiej rozstrzygnąć:

    1. Kompromis - ludzie z natury dążą do kompromisu. Bardzo wiele rzeczy można uregulować poprzez dopuszczalność kompromisu cywilnoprawnego / administracyjnoprawnego, także karnoprawnego (czyli: umowy, ugody, pakty przedinwestycyjne itd.).

    2. Uznaniowość w administracji - pewny swego fotela, wykształcony, rozsądnie myślący i doświadczony urzędnik, który z racji powagi urzędu będzie zobowiązany do wnikliwego rozstrzygnięcia sprawy z uwzględnieniem interesów pięciu stron (pozwany, powód, państwo, interes publiczny, ekologia) zawsze orzeknie trafniej niż zalękniony urzędas, który w trosce o swe krzesełko będzie jedynie lawirował między tysiącem drobiazgowych przepisów, nie dostrzegając istoty sprawy. A jeśli do tego jego przełożony jest szwagrem powoda, to współczuję... jakości orzekania i administrowania.

    3. Uznaniowość w sądownictwie - jak wyżej.

    Premiowanie rozgarniętości - to sine qua non.

    I to nie spektakularne (jak Kaczyński Ziobrze zafundował - coś takiego często prowadzi na manowce), ale wymierne (raczej kasa i kompetencje, niż windowanie od razu do rządu/ministerstwa). A jeśli już, to awans przełożonego (z obowiązkowym królikiem w pakiecie). Zresztą pewne nadrzędne acz żmudne eksponowane funkcje (prezesowanie sądowi, kierowanie wydziałem sądu) można tradycyjnie dawać tzw. uczciwym wołom roboczym, nawet jeśli średniolotni, a samo orzekanie w najtrudniejszych sprawach (a co za tym idzie - finansowanie ich trudu) powinno być pozostawione dla najzdolniejszych. Tak samo z chirurgami, nauczycielami, artystami - prestiż finansowy dla samego siebie i świadomość uznania dla swych kompetencji (nawet bez splendoru zewnętrznego) to genialne uzupełnienie systemu awansów i stanowisk.

    Jakość w administrowaniu (pkt 2) i osądzaniu (pkt 3) zapewniać powinny nie drobiazgowe regulacje (350 tys. stron przepisów Brytowie pewnie nie naprodukowali od czasów Czerczila, a my to rocznie produkujemy.....), ale wewnętrzny system awansu, który premiuje tych, którzy potrafią rozstrzygać mądrze, szybko i tak, by nie naruszać powszechnego poczucia sprawiedliwości (bogatszy płaci więcej i ma większe obowiązki wobec społeczności, ale może także więcej od państwa wymagać (krótszych terminów itd., przychylności urzędnika).

    Tylko 4 kategorie awansu/zaszeregowania (sąd rejonowy - okręgowy - apelacyjny - najwyższy) to za mało do odpowiedniego motywowania, bo 10-15 albo nawet 20 lat trzeba czekać na ew. awans. 2-3 lata to okres, który jest do ogarnięcia. Nauczyciele i urzędnicy powinni mieć (niekoniecznie jawne) znacznie gęstsze stawki zaszeregowania. Oczywiście gdy się opuszczą w pracy (spóźnienia, skargi), powinna za tym iść (czasowa) degradacja w dół. Etatowe (trwałe) przypisanie do danej kasty zarobkowej działa demotywująco. Szczególnie dla nauczycieli. Wielu belfrów po 50-tce (rzekomo doświadczeni) wie, jak strzyc uszami przed uczniami (robić cyrk i budzić wrażenie, że uczą), tak, by nikt nie miał im nic do zarzucenia, choć w rzeczywistości ich lekcje to flaki z olejem, a oni sami żyją od ferii do wakacji, marząc o emeryturze.

    Wypalenie zawodowe (pomijając pracę z tzw. elementem - tu wierzę, że to ma miejsce) to bujda na resorach, często to zwykłe lenistwo. Nauczyciele prawdziwi z powołania jeśli są czymś zmęczeni, to nawałem pobocznych obowiązków administracyjnych.... i formalności poza- i paradydaktycznych.

    Dlatego każdego urzędnika / nauczyciela (czemu nie mają u nas statusu urzędnika?) należy poddać ocenie ferowanej przez obywateli. Choć zgadzam się (niestety!), że ocena ferowana przez profesora / przedsiębiorcę / ucznia z wysoką średnią powinna być znacznie istotniejsza, niż ocena ferowana przez robotnika niewykwalifikowanego / ucznia słabego.

    Tylko w ten sposób uda się wyrugować z polskiej rzeczywistości tę wszechoblepiającą nas bylejakość - to największa bolączka pokomunistyczna, na którą wszyscy cierpią.

    Szkoła polska nie tyle potrzebuje komputerów i high-wypasów. Zresztą sam laptop i rzutnik w rękach kreatywnego belfra potrafią zdziałać cuda.

    Szkoła polska potrzebuje raczej OSOBOWOŚCI (a niechby i zwolenników Marksa tudzież korwinistów - poglądy nie mają znaczenia - byle byliby w stanie spójnie argumentować), by nauczyć uczniów myśleć, a nie odtwarzać wiedzę.

    A w administracji i sądownictwie - nakaz kierowania spraw "zbyt skomplikowanych" od razu z rejonowego do okręgowego jako pierwszej instancji, jeśli sędzia czuje, że nie ogarnia istoty sprawy, z uprawnieniem przejmowania ich przez sądy okręgowe, gdy wpłynie skarga na opieszałość postępowania lub gdy strony zgłoszą i uzasadnią niekumatość sędziego. A ten, który skieruje, powinien być nadal włączony w sprawę, by się uczyć.... tak to działa.

    4. Przymiot normy bezwzględnie obowiązującej powinien być zastrzeżony do ochrony najważniejszych, systemowych interesów organizacji państwa i praw jednostki (np. sprzedaż nieruchomości bez aktu notarialnego jest bezwzględnie nieważna i nie ma zmiłuj się; tego powinni uczyć w szkole, a nie jak jest zelówka po angielsku tudzież jak się pisze gżegżółka; osoba matacząca w śledztwie / przed sądem traci raz na zawsze prawo do powoływania się na okoliczności pomniejszające winę, prawo podniesienia zarzutu przedawnienia itd., a pijany (pod wpływem narkotyków) traci prawo jazdy na 10 lat co najmniej - i dzieci od 1 klasy podstawówki powinny być kształcone tak, by te zasady im były wpojone, jakby z mlekiem matki) - takie regulacje same z siebie mają moc organizującą i porządkującą - w pozostałych przypadkach normy prawne owszem, mogą być pomocne (na zasadzie prawnego know-how i kazuistyki), przy czym każdy sędzia, urzędnik czy nawet obywatel, jeśli stan faktyczny to uzasadnia, powinien mieć możliwość ich legalnego obejścia (zawieszenia ich stosowania). Można rozważyć niekiedy wymóg uzyskania urzędowego potwierdzenia dopuszczalności "paralegalnych" rozwiązań, jeśli uchylany byłby względnie obowiązujący przepis prawny odpowiednio wysokiej rangi.

    Poza tym można rozważyć nadanie każdemu przepisowi odpowiedniego stopnia hierarchii - w przypadku kolizji norm każdy urzędnik z łatwością i bez obawy o własny stołek mógłby zadecydować, że przepis o randze nr 5 nie obowiązuje, bo ważniejszy jest przepis o randze 4. Przypuszczam, że z tych 350 tys. stron przepisów zdecydowana większość miałaby najniższy numer hierarchii... Jednocześnie można odgórnie ustalić, że urzędnik (sędzia) pierwszej instancji nie może uchylać/przeskakiwać więcej, niż 1 lub 2 stopni hierarchii (ew. trzech, jeśli apelacja), z pozostawieniem możliwości orzekania pozahierarchicznego dla Sądu Najwyższego / premiera, bo życie zawsze jest bardziej skomplikowane, niż systemy prawne.

    Dlaczego takich prostych rzeczy (postawienie na kompetencje człowieka, w tym także na jego empatię i znajomość realiów, a nie na system i suche przepisy prawne) państwo polskie nie wprowadza?

    Nadregulowanie prowadzi do tego, że każde dziecko, które chodzi 2 razy w tygodniu na szkółkę piłkarską (ot, trochę biegania przy piłce), musi 2x w roku (we wrześniu i lutym, czyli po 5 miesiącach) poddawać się badaniu EKG. Czemu to służy???? Nabijaniu kasy dla lobby lekarskiego???? Wystarczać powinno kompleksowe badanie raz na wstępie, a potem raz na 2/3 lata, ew. częściej, jeśli były omdlenia itd. A wszystko inne na ryzyko rodzica...

    Czemu sobie nie ułatwiamy?

    Gdy czytam, że znów my jako przedsiębiorcy musimy wykazywać, że płacimy co najmniej 13 PLN za godz lub rejestrować nasze godziny pracy, to mnie szlag trafia.... po co to komu???? Bicie piany niewiadomopoco.

    Bo komuś zależy na bałaganie i zawiłości... wiadomo... w mętnej wodzie łatwiej.... itd.
  • autor
    Tak w interesie obywateli leży uproszczenie prawa.Tylko Panie pośle,dzisiaj co grupka obywateli ma swoje interesy,i jeżeli się ją w jakimś stopniu dyskredytuje to jest wielkie halo.Czy to partyjniactwo jest najgorsze,może tak i może nie.A tak przyjąć,że cały sejm to grupa niezależnych posłów,i każdy ma jakieś pomysły napraw tego systemu,to dopiero by było wesoło.W naszej historii był już jeden przykład,obrady wielkiego sejmu czteroletniego.Nie było partii lecz stronnictwa i do czego doszło?

OSTATNIE POSTY

więcej
  • POLITYKA

    Łupu cupu i po sądach

    Polakom nie są potrzebne sądy PO ani nie są potrzebne sądy PIS. Nam są potrzebne sądy uczciwe. Sędzia winien być ukoronowaniem kariery prawnika a sędziów powinni wybierać obywatele. Ważna jest nie tylko wiedza prawnicza - ale walory etyczne kandydata czytaj więcej

  • POLITYKA

    List Otwarty do Pana Prezydenta

    Próby przejęcia kontroli nad władzą sądowniczą przez aktualną większość sejmową - z uzasadnieniem, że sejmowa większość ma prawo kontroli nad sądownictwem wydają się nam ewidentnym naruszeniem zasady trójpodziału władzy - art. 10 Konstytucji. czytaj więcej

  • POLITYKA

    Trump, obrona cywilizacji, niemieckie kłopoty

    Donald Trump przedstawił w Warszawie wizję polityki zupełnie inną niż tę którą przedstawiają przywódcy europejscy. Prezydent USA wiele razy odniósł się do pojęcia „naszej cywilizacji” i do konieczności jej obrony. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31